Czy warto grać w Enlisted na PS5?

Czy warto grać w Enlisted na PS5? Odpowiedź na to pytanie jest, dla mnie, bardzo prosta. Oczywiście, że warto. Spędziłem już kilka ładnych godzin i muszę przyznać, że bawiłem się przednio. Pewne jest, że spędzę z grą jeszcze sporo czasu. Powiem nawet, że właśnie dla Enlisted porzuciłem nawet Warzone. I ani przez moment nie żałowałem tego. Pomimo, że gram sam, bez ekipy.

Czy warto kupić Enlisted na PS5?

Co prawda gra już niedługo przejdzie z CBT (close beta testing) do OBT (open beta testing), ale do 8 kwietnia 2021, aby zagrać w Enlisted na PS5, trzeba kupić jeden z pakietów startowych Founders packs. I warto to zrobić. To naprawdę dobrze wydane pieniądze. Widać, że ktoś się postarał. Widać, że grę tworzą ludzie, którzy sami grają. Pomimo, że jest to beta, to gra jest kozak.

Pierwsze wrażenia w Enlisted

Jeśli chodzi o moje pierwsze wrażenia, to musze się przyznać, że przez chwilę nie wiedziałem, co robić. Tutorial był taki sobie, nic nie wyjaśniał. Podszedłem z oddziałem pod działo i już, tutorial się skończył. Więc odpaliłem grę i… się zaczęło. Nie wiedziałem co się dzieje, nie wiedziałem gdzie iść, jak wydawać rozkazy, jak zmieniać aktywnego żołnierza, którym chcę teraz grać. Ale wiedziałem jak strzelać. I wsiąkłem.

Strzelanie to poezja. Trup ściele się gęsto. Jeden strzał, jeden trup. Kolejny strzał, kolejny, kolejny, kolejny i przeładowanie. Broń przeładowana, składam się do strzału i leżę. Gram dalej, tym razem jako inny żołnierz mojego, już mniej liczebnego, oddziału. Przymierzam się i… padam.

Tutaj tak łatwo jak zabija się innych graczy, tak łatwo też się i ginie. Ale to jest świetne TTK jest niski i aż się czuje to zagrożenie. Do tego zewsząd dochodzą odgłosy walki, świst pocisków, wybuchy granatów, ostrzał artyleryjski, naloty, czołgi. Miazga.

Po kilku meczach już miałem wszystko ogarnięte. Nauczyłem się likwidować czołgi wroga. Doszedłem do wniosku, że czołgistą wybitnym nie zostanę, ale i tak skorzystałem kilkukrotnie z siły drzemiącej w czołgu. Systematycznie zwiększałem stan osobowy moich oddziałów, wybierałem perki, uzbrojenie. Rozwijałem, za zdobyte punkty, umiejętności oddziału i wreszcie zdobyłem swojego pierwszego inżyniera. Dopiero teraz rozpoczęła się prawdziwa masakra.

Mogłem budować nie tylko miejsca odrodzenia, ale także rozstawiać zasieki, skrzynie z amunicją, karabiny maszynowe, działka przeciwlotnicze, działa. Udało mi się w każdym oddziale umieścić przynajmniej jednego inżyniera (ENGINEER). Dzięki temu mogłem szybko postawić stanowisko karabinu maszynowego i dokonywać bohaterskich czynów na przeciwniku. (czyt. masakry) Idzie mi dobrze, ale dopiero się rozkręcam. Z meczu na mecz.

Czy są błędy?

Ależ oczywiście, że są. Co ciekawe, nie przytłaczają, nie psują rozgrywki. Po kliku meczach można się do nich przyzwyczaić. Błędy pojawiają się najczęściej w pobliżu okien, kiedy chce się przez nie wskoczyć lub celować. Wtedy nie zawsze postać zajmuje optymalną pozycję. Czasem nie można strzelać z okna, czasem strzelając z okna nie widać gdzie się strzela. Bywa też, że coś zasłania widok. Wydaje mi się, że tym czymś jest hełm. Zdarzają się błędy z dźwiękiem, najczęściej przy końcu rozgrywki. Czasem pojawia się niewielka pikseloza, nic strasznego. Są to jednak na tyle niewielkie błędy, że po pewnym czasie nie zwraca się na niej najmniejszej uwagi.

Trochę bardziej irytuje inteligencja twoich kumpli z oddziału. Gram sam, więc całym oddziałem kieruje sam. Wydaje reszcie rozkazy i oni ich słuchają. Ale działają zbytnio zero-jedynkowo. Bronią co prawda danego terenu, ale potrafią cały czas stać na widoku. Nie radzą sobie dobrze ze schodami i czasem nie potrafią po nich wejść. Zazwyczaj nie widzą, że ktoś podchodzi od tyłu. Nagminnie stają na twojej linii strzału, rozbiegają się. Szybko giną. Na szczęście mam na to sposób. W pobliżu celu znajduje jakiś budynek, wprowadzam oddział do środka i każę im pilnować wybranego pomieszczenia. Tylko muszę uważać, aby nie oddalić się od nich zbyt daleko, bo rozkazy są wtedy odwoływane, a oddział zaczyna biec do mnie. I wtedy najczęściej ginie.

Do tego też można się przyzwyczaić. Zwłaszcza, że systematycznie wprowadzane są poprawki do AI oddziału. Z drugiej strony, takie samo AI mają oddziały przeciwnika. Dzięki temu bardzo przyjemnie się zmniejsza ich liczebność. Coś za coś.

Tryby rozgrywki

Są dwa, podstawowe tryby rozgrywki. Coś na kształt podboju (Invasion) oraz dominacji (Conquest). W podboju mamy do zdobycia kilka punktów i określoną liczbę atakujących. Trzeba przejąć punkty, zanim zginie ostatni żołnierz. W dominacji mamy trzy punkty, które musimy utrzymać i pilnować, aby nie tracić zbyt wielu żołnierzy. Proste tryby, ale niezwykle wciągające. Mecze trwające 30 minut nie są niczym niespotykanym. Powrót do lobby ze 100 killami na koncie, też nie jest niczym dziwnym.

Niesamowita atmosfera i oprawa

Gra ma niesamowitą atmosferę. Grając czujemy się tak, jakbyśmy byli w samym centrum walk. Ciągle obawiamy się, że jakaś zabłąkana kula zakończy nasz żywot. Chociaż wiemy, że w odwodzie mamy jeszcze innych żołnierzy, to strach jest wszechobecny. Sposób działania broni, odrzut, przeładowanie, strzelanie jest ogromnie satysfakcjonujące. Można i trzeba grać strategicznie. Dlaczego strategicznie? Ano dlatego, że np. amunicja się kończy i może się okazać, że musimy z bagnetem biec na wroga, aby zdobyć karabin. Lub zginąć. To drugie częściej. Chyba, że wcześniej postawimy gdzieś (my, lub ktoś z naszych sojuszników) skrzynię z zaopatrzeniem. A to tylko jeden niewielki aspekt strategicznego podejścia. Są jeszcze zasieki, są bombardowania, są miotacze ognia, są… Oj dużo wszystkiego jest.

Czołgi wzbudzają popłoch, ale można w miarę łatwo się ich pozbyć. Można samemu poprowadzić swoich wiernych czołgistów do boju. Trzeba się tylko przyzwyczaić do jeżdżenia i strzelania czołgiem jednocześnie. Da się to ogarnąć, ale czasem można się zapomnieć i stracić orientację. A wtedy wystarczy jeden granat i po całej załodze. Czołg świetnie się sprawdza, kiedy mamy gracza w roli kierowcy i drugiego gracza do obsługi działa. Miazga. A są jeszcze samoloty. Już niedługo będę je może oblatywał.

Grafika jest ok. Nie ma opadu szczęki, ale jest przyzwoicie. Na PS5 gra działa płynnie, nie ma zacięć i widocznych spadków FPS. Grafika jest ok. Można ją poprawić, ale nawet, jeśli tak się nie stanie, nie mam powodów do narzekania. Grafika została tak przygotowana, że czujemy błoto, wodę, ogień. Nic nie jest sterylne. Czujemy się tak, jakbyśmy byli na froncie, w centrum działań, w samym środku rozgrywki.

Zarówno mechanika, rozgrywka i grafika sprawiają, że grając człowiek czuje się zagubiony, przestraszony i chce za wszelką cenę przeżyć. Wie jednak, że jest to niemożliwe, bo w pewnej chwili będzie musiał umrzeć. Ta przytłaczająca atmosfera pewnej zguby, otaczająca zewsząd graczy śmierć sprawia, że pojawiają się emocje. I dzięki temu gra jest świetna. Wszystko razem jest spójne i takie realne. Jest tutaj to, czego czasem próżno szukać w innych grach. Jest tutaj grywalność.

Takie właśnie jest Enlisted. I już.

ps. Tutaj znajdziecie gamepleye pochodzące z Enlisted na PS5. Wydaje mi się, że będą systematycznie dodawane. No może nie systematycznie, ale będą dodawane.

Komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.