Wyobraź sobie, że nagle znalazłeś się w lesie i musisz np. dotrzeć na wódkę do bacówki Staszka. Jesteś zdezorientowany i nie wiesz co robić. Nie wiesz, w którą stronę iść. Wszędzie drzewa, które wyglądają tak samo i czają się za nimi dzikie zwierzęta, które chcą zaprosić cię na obiad w charakterze dania głównego. Wszędzie te gałęzie, które biją cię po twarzy i starają wydłubać choć jedno oko. Na dodatek atakują cię kleszcze, które z nieskrywaną ochotą chcą ci podarować boreliozę. Wyobraźnia pracuje? Super. Dla mnie to naturalne środowisko i czuję się tam jak w domu, a na bacówce Staszka, o ile pamięć mnie nie zawodzi, byłem kilka razy.

Ale sam znalazłem się w podobnej sytuacji. Tylko miałem gorzej, bo wylądowałem w niebezpiecznym, obcym mieście, gdzie każdy, choć nie zwracał na mnie uwagi, na pewno chciał mnie zabić (to moje niepotwierdzone, ale graniczące z pewnością przypuszczenie). W mieście, w którym każda ulica wygląda tak samo i są ich miliony. Gdzie tabuny ludzi gnają przed siebie i nie zważają na nic. W mieście, gdzie chodniki prowadzą na manowce, a tramwaje jadą wszędzie, tylko nie tam, gdzie chcesz. Tylko kleszczy nie ma. Chyba.

Jak przeżyć w takim środowisku? Już zaczynałem rozpalać ogień i przygotowywać się do snu w oczekiwaniu na ratunek dzielnych goprowców, kiedy pomyślałem o nowych technologiach. Skoro targam ze sobą wszędzie telefon wielkości łopaty szumnie zwany smartfonem, to najwyższy czas, aby się do czegoś przydał. Niech pokaże jaki jest smart.

Niestety próby nawiązania klasycznego dialogu kończyły się informacją: Przepraszam coś jest nie tak z połączeniem. Porozmawiajmy później. Wygląda na to, że ten smartfon nie jest wcale taki smart jak obiecywali. Ale czego oczekiwać od telefonu, który kobiecym głosem mówi? Na pewno nie tego, że zrozumie potrzeby faceta.

Nic to. Załatwiłem sprawę klasycznie. Zakasałem rękawy i jak wieśniak musiałem palcami naciskać te wszystkie ikonki i uruchamiać odpowiednie programy. Prawie połamałem palce, ale znalazłem interesujące mnie połączenia i nawet kupiłem bilet.

Z ogromnymi obawami wsiadłem do tramwaju. Później przesiadłem się do autobusu i dotarłem na miejsce. A tam… Ale o tym może już następnym razem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *